Przejdź do głównej treści
Ikona

Darmowa dostawa od 250 zł

Szaty liturgiczne · Ikony · Biblie · Dewocjonalia · Ponad 20 000 produktów

Pomoc w doborze produktów · 696 701 707 · pon–pt 9:00–15:30

Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
polski
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły
Spis treści artykułu

Spis treści artykułu

Codzienny rachunek sumienia św. Ignacego (examen) — 5 kroków i 15 minut. Praktyczny przewodnik

Święty Ignacy Loyola zostawił jezuitom regułę, która z dzisiejszej perspektywy brzmi zaskakująco: kiedy zabraknie czasu na modlitwę, można opuścić wszystko — z jednym wyjątkiem. Tym wyjątkiem był rachunek sumienia. Nakazał odprawiać go dwa razy dziennie, w południe i przed snem, i nie rezygnować z niego nawet w dni, w których na inne formy modlitwy miejsca już nie było.

Dla wielu z nas to zdanie nie ma sensu, bo pod hasłem „rachunek sumienia" mamy w głowie coś zupełnie innego: kartkę z listą przykazań, przeglądaną w kolejce do konfesjonału. To skojarzenie skutecznie zniechęciło całe pokolenia. A ignacjański examen jest jego przeciwieństwem.

Ten tekst jest praktycznym przewodnikiem: skąd wzięła się ta modlitwa, z czego się składa, jak ją odprawić dziś wieczorem i jakich trzech błędów uniknąć na starcie.

Codzienny rachunek sumienia św. Ignacego (examen) — 5 kroków i 15 minut. Praktyczny przewodnik

Czym rachunek sumienia ignacjański nie jest

Zacznijmy od odgruzowania, bo bez tego reszta nie zadziała.

To nie jest przygotowanie do spowiedzi. Rachunek sumienia przed spowiedzią to metodyczny przegląd przykazań pod kątem popełnionych grzechów. Ma swoje miejsce i swój sens, ale jest narzędziem sakramentalnym, nie codzienną modlitwą. Examen ignacjański służy czemu innemu: ma pomóc dostrzec, gdzie w minionym dniu działał Bóg.

To nie jest rozliczenie ani samoocena. Nie chodzi o wystawienie sobie stopnia z dnia. Amerykański jezuita George Aschenbrenner podkreślał, że jest to modlitwa, a nie ćwiczenie z introspekcji — a więc odpowiedź na inicjatywę Boga, nie działanie podejmowane własnymi siłami.

To nie jest medytacja ani modlitwa skupienia. Nie opróżniamy umysłu z obrazów i myśli. Wręcz przeciwnie: przywołujemy je. Treścią tej modlitwy jest konkretny, przeżyty dzień — z korkiem ulicznym, niedokończoną rozmową i kubkiem herbaty włącznie.

To wreszcie nie jest ćwiczenie dla ludzi „zaawansowanych duchowo". Łacińskie słowo examen oznacza zarówno egzamin, jak i akt ważenia. Praktyka regularnego badania sumienia jest starsza niż chrześcijaństwo — odnajdziemy ją w Sokratejskim „poznaj samego siebie". Ignacy nie wynalazł jej, tylko przekształcił: z narzędzia samopoznania uczynił sposób doświadczania Boga.


Skąd się wzięła: kula armatnia i nuda w zamku Loyola

Ignacy nie był świętym od młodości. W 1515 roku został aresztowany za bójkę uliczną, przez co należy do nielicznych świętych figurujących w kartotekach policyjnych. Sześć lat później, jako trzydziestolatek, odniósł ciężkie rany w bitwie i trafił na wielomiesięczną rekonwalescencję do rodzinnego zamku.

Doskwierała mu nuda, poprosił więc o coś do czytania. Chciał romansów rycerskich — szesnastowiecznych odpowiedników literatury rozrywkowej. W zamku znalazły się tylko dwie książki: żywot Chrystusa i żywoty świętych.

Czytał więc to, co było pod ręką, i na przemian oddawał się dwóm rodzajom marzeń. Raz wyobrażał sobie dawne życie — wojskową sławę, rycerskie brawury, romanse. Innym razem myślał o tym, żeby oddać się na służbę Bogu, tak jak święty Franciszek i święty Dominik.

I wtedy zauważył coś, co stało się fundamentem całej duchowości ignacjańskiej. Oba rodzaje marzeń były pociągające w trakcie. Ale zostawiały po sobie coś zupełnie innego. Po fantazjach o sławie przychodził niepokój i smutek. Po myślach o naśladowaniu Chrystusa zostawała radość i ufność.

Ignacy zrozumiał, że te uczucia nie są tylko chwilowymi nastrojami — że mają znaczenie duchowe, i że przez nie Bóg mówi. Przez resztę życia opierał się na tym odkryciu: przez uważną obserwację wewnętrznych poruszeń można usłyszeć Boga. Narzędziem tej obserwacji jest właśnie rachunek sumienia.


Pięć kroków

Ignacy opisał rachunek sumienia w pięciu krótkich punktach w numerze 43 Ćwiczeń duchownych. Poniższy układ opiera się na tym opisie w ujęciu Jima Manneya, autora książki Prosta modlitwa, która zmienia życie (WAM).

Jedna uwaga dla porządku: u Ignacego pierwszym punktem jest dziękczynienie, a drugim prośba o światło. Manney świadomie odwraca tę kolejność i zaczyna od prośby — bo, jak pisze, potrzebuje nieustannego przypominania, że nie jest Bogiem, a zdolność do dziękczynienia sama jest darem. Ignacy prawdopodobnie nie miałby nic przeciwko: pisał, że Ćwiczenia trzeba dostosowywać do właściwości osób, które je odprawiają (ĆD 18). Obie kolejności są dobre. Wybierz tę, która działa u ciebie.

Całość zajmuje zwykle 15–20 minut.

Krok 1. Proś o światło

Chcę spojrzeć na swój dzień oczami Boga, a nie tylko swoimi.

Zaczynamy od prośby, bo sami nie zobaczymy wszystkiego. Prosimy właściwie o trzy rzeczy: o łaskę, czyli dar patrzenia; o poznanie, czyli o to, żeby Bóg pokazał, co uzna za stosowne; i o uwolnienie — Ignacy pisze o „łasce poznania swych grzechów i odrzucenia ich precz".

Aschenbrenner ujmuje to precyzyjnie: prosimy o światło, „które ma przeniknąć nasze władze poznawcze, ale którego nasze naturalne władze same z siebie nie są w stanie uzyskać".

Nie chodzi tu o cudowną interwencję. W rachunku sumienia nie słyszymy głosów z nieba ani nie widzimy gorejących krzewów. Bóg posługuje się zwyczajnym narzędziem — ludzką pamięcią, ze wszystkimi jej ograniczeniami.

Warto poprosić szczególnie o światło w relacjach. Twoje życie, tak jak każde inne, obraca się wokół relacji z ludźmi, i to one są źródłem twojej radości i twojego cierpienia. Zamiast pytać „jak mi idzie?", spróbuj zapytać: „jak układają się nasze relacje?".

Krok 2. Podziękuj

Ten dzień był darem. Chcę za niego podziękować.

Ten krok bywa traktowany jako rozgrzewka przed właściwą modlitwą. To błąd — jest odwrotnie. Wdzięczność jest charakterystycznym rysem całej duchowości ignacjańskiej, a rachunek sumienia ma ją w nas zaszczepić.

Ignacy szedł tu dalej, niż jesteśmy przyzwyczajeni. Wśród wszystkich grzechów uznawał niewdzięczność za „jeden z najbardziej odrażających", nazywając ją wprost „przyczyną, początkiem i źródłem wszelkiego zła i grzechu". Dla nas to zaskakujące — słowo „wdzięczność" kojarzy się dziś raczej z dobrym wychowaniem niż z cnotą. W epoce Ignacego było inaczej: wdzięczność ceniono wysoko, a uznawanie wyświadczonych przysług spajało społeczne więzi.

Ale nie chodzi wyłącznie o różnice kulturowe. Za tym akcentem stoi obraz Boga. Jeśli Bóg jest surowym sędzią odnotowującym nasze potknięcia, wdzięczność jest nie na miejscu. Jeśli jest nieskończenie hojnym dawcą — jest jedyną właściwą odpowiedzią. Ignacy pisał do jednego z przyjaciół: „Prędzej my się zmęczymy przyjmowaniem Jego darów niż On ich udzielaniem".

Nie zaliczaj tego kroku w pośpiechu. Jeśli dopiero zaczynasz, możesz przez jakiś czas poświęcać mu cały swój rachunek sumienia. Wdzięczność nie jest patrzeniem przez różowe okulary — jest oknem, przez które widać najgłębszą prawdę o naszej sytuacji.

Krok 3. Przejrzyj dzień

Wracam do minionych godzin i pytam, gdzie był Bóg.

Ignacy podpowiada metodę wprost: przechodzić „godzinę po godzinie lub jedną porę dnia po drugiej, a najpierw co do myśli, potem co do słów, a wreszcie co do uczynków" (ĆD 43).

Zacznij od tego, jak czułeś się po przebudzeniu. Przechodź przez wydarzenia dnia jak przez amatorski film — miejsca, ludzi, prace. Zwracaj uwagę na uczucia, które wracają razem ze wspomnieniem.

Jest tu jedna zasada, która ratuje ten krok przed zamienieniem się w rozpamiętywanie. Jezuita Bernie Owens ujął ją zdaniem, które warto zapisać dużymi literami: Bóg działa w tym, co jest. Nie w tym, co było. Nie w tym, co powinno lub mogłoby być. Bardzo łatwo uciec od tego, co się wydarzyło, w dywagacje: powinienem był znaleźć lepsze wytłumaczenie spóźnienia, nie powinienem był odkładać tego zadania. To nie jest rachunek sumienia. Patrzysz na to, co się wydarzyło.

Jeśli metoda „godzina po godzinie" ci nie leży, wypróbuj propozycję jezuity Dennisa Hamma, który porównał tę modlitwę do szperania w szufladzie pełnej drobiazgów. Wybierz jedno konkretne uczucie z minionego dnia — najsilniejsze albo takie, o którym prawie zapomniałeś — i uczyń je przedmiotem modlitwy. Co ono oznacza? Z czym jest związane?

Krok 4. Stań wobec tego, co złe

Patrzę na to, co poszło źle — w moim dniu i we mnie.

Ignacy opisuje ten krok jednym zdaniem: „Prosić Boga, Pana naszego, o przebaczenie win". Nie mówi, jak się do tego zabrać.

Manney proponuje, żeby zamiast słowa „grzech", obciążonego skojarzeniem z prawnym wykroczeniem, myśleć o porażce. Nie potrafimy sprostać własnym ideałom. I nie chodzi tylko o pojedyncze uczynki: kłamstwa, kradzieże i zdrady rodzą się z głębszego nieuporządkowania. Grzeszne czyny są objawem, a nie sednem.

Joseph Tetlow SJ podpowiada pytanie, które porządkuje ten krok: czy to doświadczenie jest moim grzechem, grzechem w ogóle, czy grzechem we mnie? Kłótnia na zebraniu może nie być grzechem w ogóle. Ale twoim grzechem może być niesłuszne oskarżenie koleżanki. A grzechem w tobie — zazdrość albo lęk przed publicznym zawstydzeniem, który za tym stał.

I rzecz najważniejsza w tym kroku: to nie jest modlitwa do biczowania się. Sam Ignacy przeszedł przez ciężkie skrupuły. Zaraz po nawróceniu ogarnęła go obsesja na punkcie własnych grzechów; praktykował skrajne umartwienia i wielokrotnie wyznawał w spowiedzi te same winy, aż spowiednik nakazał mu przestać i przyjąć do wiadomości, że Bóg mu przebaczył. Od tamtej pory nie był zwolennikiem surowych praktyk pokutnych — ani u siebie, ani u innych.

Ten krok działa tylko wtedy, gdy pamiętasz kontekst całej modlitwy: hojnego Dawcę. Jeśli Bóg jest gniewnym sędzią, trudno będzie przyznać się do win. Ignacy zapisał w swoim Dzienniku duchownym zdanie, które jest tu punktem odniesienia: „Bóg kocha mnie bardziej niż ja sam".

Krok 5. Wybierz jedną rzecz na jutro

Gdzie jutro będę najbardziej potrzebował Boga?

Ostatni krok jest o przyszłości, ale wąsko rozumianej: nie o planach na życie, tylko o jutrze. Aschenbrenner nazywa go „postanowieniami pełnymi nadziei" — i akcent pada na nadzieję.

Kluczowe pytanie brzmi: co zrobię jutro? Nie „co powinienem", bo tego zwykle jesteśmy świadomi aż nadto. Chodzi o jedno konkretne działanie, wybrane na podstawie doświadczenia z minionego dnia.

Dwie podpowiedzi, które sprawiają, że ten krok się nie rozsypuje.

Jedna rzecz naraz. Nie plan naprawy relacji rodzinnych, tylko zaproszenie samotnej krewnej na kawę. Nie reforma nawyków pracy, tylko jedno odkładane zadanie wykonane jutro.

Mała nie znaczy łatwa. Manney opisuje, jak po wybuchu złości na lotnisku jedyną małą rzeczą, którą był w stanie zrobić, było opowiedzenie o tym żonie. Nie paliło mu się do tej rozmowy. Ale to ona ruszyła sprawę z miejsca.


Pocieszenie i strapienie: po co przyglądać się uczuciom

To pytanie wraca zawsze przy trzecim kroku. Skoro miłość wyraża się bardziej w czynach niż w słowach — dlaczego mamy tyle uwagi poświęcać temu, co czujemy?

Bo według Ignacego to właśnie w uczuciach Bóg mówi najwyraźniej. Aschenbrenner pisze, że „właśnie tutaj, w centrum naszej uczuciowości, czasem pokrytej mrokiem, często spontanicznej, Bóg przebywa z nami w sposób nami najbardziej osobisty i intymny".

Ignacy podzielił duchowe poruszenia na dwie kategorie.

Pocieszenie porusza nas w kierunku Boga i bliźnich. Towarzyszy mu odczuwalny wzrost wiary, nadziei i miłości; przeżywa się je jako pokój, bezpieczeństwo, radość.

Strapienie jest jego przeciwieństwem — to wszystko, co oddala nas od miłości Boga i bliźnich: lęk, niepokój, zwątpienie, wstręt do siebie, przygnębienie. Jednym z najpewniejszych jego znaków jest duchowy letarg: przekonanie, że nie można odnaleźć Boga i że nie warto się starać. Inne oznaki to użalanie się nad sobą i poczucie bezsensu własnej pracy.

To nie są rzadkie stany. Przeżywamy je stale, tylko zwykle wypychamy ze świadomości, zajęci załatwianiem spraw. Rachunek sumienia jest miejscem, w którym się im przyglądamy — i pytamy, gdzie w tym dniu był Bóg. Znajdujemy Go w chwilach pokoju i radości. Znajdujemy Go również w chwilach niepokoju, bo wtedy Go potrzebujemy.


Trzy błędy na starcie

Skrupuły. Refleksja nad własnymi wadami łatwo przeradza się w nadmierną introspekcję, a ta jest — paradoksalnie — egocentryczna. Może też zdradzać subtelny brak ufności wobec Boga. Jeśli zauważasz u siebie tę skłonność, ogranicz czwarty krok i wydłuż drugi.

Pośpiech. Najczęstszy odruch to potraktować dziękczynienie jako formalność i przejść „do rzeczy". Tymczasem to właśnie wdzięczność ustawia całą resztę: bez niej czwarty krok zamienia się w wyliczankę porażek.

Udawanie. Jim Manney nazywa je najbardziej podstępnym zagrożeniem w modlitwie. Przystępujemy do niej tak, jakbyśmy zaczynali rozmowę kwalifikacyjną z życzliwym, ale enigmatycznym szefem — staramy się wypaść jak najlepiej, przedstawić się od atrakcyjnej strony. Istotą rachunku sumienia jest coś przeciwnego: zrównoważona, adekwatna ocena własnego doświadczenia. Grzechy dojdą w niej do głosu, ale w kontekście relacji z kochającym Bogiem.


Jak zacząć: pierwsze siedem dni

  1. Wybierz stałą porę i trzymaj się jej przez tydzień. Ignacy zalecał południe i wieczór. Manney odprawia rachunek rano, dla dnia poprzedniego — bo wieczorem jest zbyt zmęczony, żeby się modlić. Obie wersje są dobre; najgorsza jest ta bez stałej pory.
  2. Pierwsze trzy dni poświęć wyłącznie na dziękczynienie. Nie przechodź dalej. To brzmi jak strata czasu, a jest najlepszą inwestycją — buduje postawę, na której stoi cała reszta.
  3. Od czwartego dnia dołóż przegląd dnia, ale wybierz metodę jednego uczucia, nie godzina po godzinie. Jest łatwiejsza na początek.
  4. Od szóstego dnia dołóż dwa pozostałe kroki.
  5. Nie oceniaj skuteczności po tygodniu. Ignacy odprawiał tę modlitwę codziennie przez trzydzieści lat.

Nie potrzebujesz do tego niczego oprócz kwadransa. Simone Weil, którą Manney cytuje jako motto jednego z rozdziałów, ujęła to tak: „Kwadrans skupienia jest lepszy niż wiele dobrych dzieł".


Co czytać dalej

Najlepszym wprowadzeniem po polsku jest Jim Manney, Prosta modlitwa, która zmienia życie. Odkryj moc najważniejszej modlitwy św. Ignacego (Wydawnictwo WAM, seria Kropla Duchowości). To niewielka książka, napisana bez żargonu, przez człowieka, który przez lata sam się z tą modlitwą zmagał — i uczciwie pisze także o dniach, w których nic z niej nie wychodzi. Z niej pochodzi układ pięciu kroków przedstawiony w tym artykule.

Dla tych, którzy chcą sięgnąć do źródła: św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowne — rachunek sumienia opisany jest w numerze 43, a Kontemplacja dla uzyskania miłości, domykająca całe rekolekcje, w numerach 230–237.